W czasie studiów dzień kończyłam zazwyczaj podobnie-z książką, w ciepłym wyrku, idealne wyciszenie. Mogłam spać 10-12 godz bez pobudek, wysypiałam się i jakoś miałam więcej energii przez cały dzień.
Kawa? Łeeee kawy nie lubię i pić nie musiałam. :P
Obecnie czytam niewiele książek, kawę musiałam zacząć pić żeby jakoś żyć no i przeprosiłam się z herbatą. ;)
Dzisiaj mam jeden z niewielu wieczorów z książką, z filiżanką herbaty z miodem.
Dostałam zapas literatury od brata, wypada się wziąć za czytanie.
W mieszkaniu prawie cisza...
Mam nadzieję, że to jednak nie będzie żadna ambitna lektura, bo myślenie o tej godzinie to jednak spore wyzwanie dla mojego umysłu.
Starość. :P