Blog padł. Dosłownie.
Po kilkutygodniowej przerwie chciałam opublikowac post, a potem usunąc kopię roboczą.
Chyba zaznaczyłam wszystkie posty a następnie kliknęłam "usuń", bo naprawde zniknęło wszystko!
Lekko mnie to wnerwiło.
Chociaż słowo "wnerwiło" świadczy o tym, że naprawdę dało mi to po garach.
Gdyby było tak lekko to napisałabym zapewne: "zirytowało".
Mniejsza o nazewnictwo-w każdym razie zniechęcona nie napisałam nic.
A szkoda. Tyyyle się działo!
Choroby, choróbska, przeziębienia... do tego urazy fizyczne. ;)
Było wesoło w tym magicznym miesiącu: grudniu :)
Śniegu jak na lekarstwo, święta byle jakie, póki co porządki dodają mi energii-tak tak, własnie sprzątanie!!!
O dziwo i Matko Boska!
Jak rozpieprzam wszystko to potem z przyjemnością (jak juz sie po kilku godzinach zaprę) sprzątam i układam.
Dieta padła, ćwiczenia padły, pozytywna energia padła-z etapu "sen cały dzień" przeszłam w "zasypianie z trudnością, sen 4 godz i potem totalne zmęczenie". Aż ciekawa jestem, co na temat anemii powiedzą badania krwi. :)
Póki co ledwo zbieram się z podłogi, nie mam sił, chęci i motywacji do niczego.
Ale przynajmniej mam silę do zycia, więc jest lepiej. :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz