Wiedźma sprząta. :)
Naprawdę, z ręką na sercu i palcem w... :P
Ciężko mi się do tego zabrać-jakos tak nie lubię powtarzalnych czynności, nic niewnoszących do zycia. Oprócz ładu i składu. Porządku!
Od zawsze byłam bałaganiarą, wysprzątane codziennie muszę mieć tylko 2,5 pomieszczenia: łazienkę, kuchnię oraz pokój córy. Ta połówka to własnie jej pokój, bo ciężko nazwac to cała izbą, skoro jedynymi sprzętami/meblami są: łózko, 2 czerwone pudła na zabawki, 2 w innych kolorach i nocnik. Aaa i od dzisiaj również szafka. :P
Porwałam sie zatem z motyką na Księżyc/Słońce...może bardziej na Marsa? Wywaliłam wszystkie ciuchy z szaf i układam, przymierzam, segreguję, prasuję. Końca nie widać, w dodatku zrobił sie dodatkowy syf. Co dodatkowo mnie wkurza. I dodatkowo demotywuje.
Ileż można miec ciuchów na zapas? Aż schudnę czy przytyję? Bo ładne? A guzik, większość nawet fajnie nie wygląda, jest czysta i tyle. Odpowiadam: tych zapasowych można mieć nawet 4 wory. :P
To zabawne, że akurat ja zaczęłam zwracać uwage na ubrania, bo wcześniej ubierałam się jak kocmołuch i miałam gdzieś, czy płaszcz pasuje do adidasów...
Jak widać część moich postanowień odnośnie zmian udało sie osiągnąć. :)
Jeszcze tylko musze zostać perfekcyjną panią domu, wywalić niepożyteczne rzeczy i sprzątać..bardziej regularnie w pewnych miejscach. A nie raz na rok. :P
W nagrodę na śniadanie i obiad zrobiłam sobie megakanapkę: taki "mój" hamburger, wystarczył na dwa posiłki :P
Kulinarnie ok bo na chorobę gotuje się rosołek, na kolacje będzie czosnkowa sałatka z grzankami. :)
Pysznie, więc i energii do działania troszke więcej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz