piątek, 18 lipca 2014

rąbek tajemnicy odsłaniam. Malutki ;)

Po tych kilku miesiącach nieobecności kolejny post po zaledwie 2 tygodniach to naprawdę sukces. :)

Zdaję sobie sprawę z tego, że blogeręęęę nigdy nie będęęęę, bo za mało we mnie samozaparcia na pisaninę. Taką życiową, światopoglądową czy trendową. Piszę bo chcę, pisze bo każdy pisać może - bez względu na tematy, poglądy, wydarzenia, opinie zamieszczane na swoim blogu. Ja pisze wtedy, gdy jednak mam potrzebę opisania własnego szczęścia i pozytywnych uczuć, bo o tych dołujących wrażeniach i zdarzeniach wolę się nie dzielić z klawiaturą publiczności. ;)

Chciałabym na dłużej powrócić do internetowego świata jednak obecnie brak mi na to czasu - zdecydowanie w domu nie mam czasu pisać, a w pracy niezbyt wypada. Być może to się zmieni - choć nadziei nie mam. :P

Od jakiegoś czasu moje życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęło się od tych niewielkich zmian, które zamierzałam wprowadzać jakoś od zeszłego roku, a na dobre zaczęło się w grudniu/styczniu - dzięki Sylwia za Inglota, kopa w dupę i mobilizacje do tych zmian zewnętrznych. Wiele mi to dało, cienie służą i poprawiają nastrój niezmiennie. ;) Jeśli chodzi o fizyczne działania to pływałam i maszeruję na zmianę z biegiem. Noooo, może w ciągu ostatnich tygodni lekko zaniedbałam te czynności ale najdalej od sierpnia powrócę do rytmu. ;) Ćwiczenie w domu odpada u mnie zdecydowanie. Póki co jedynie pływanie i marszobiegi wyzwalają naprawdę pozytywne emocje i jestem w stanie kontynuować te "ćwiczenia" dłużej niz 3 dni. :P Trochę szkoda, bo oczywiście problem z brzuchem nadal istnieje i to, co robię, zdecydowanie nie poprawia mojego stanu. ^^

Dietka?
Oczywiście!
Zaczął się sezon na warzywka i owoce, więc zamiast jeść byle co - jem byle co razem ze zdrowym pożywieniem hahaha :))))

wtorek, 1 lipca 2014

Dawno dawno temu...

Dawno nie pisałam?
Ano ano, jakoś tak się złożyło, że wenę rozłożyło na czynniki pierwsze i do kupy nie udało się pozbierac poszczególnych części.
Każdy pisze dla siebie (bądź nie) i jesli nie ma weny, to nie skrobie niepotrzebnie (bądź skrobie, co widać, słychać i czuć).

U mnie pozytywne zmiany nastały: to co trzeba było ogarnąć, posprzątać, poukładać i wymieść spod "dywanu" pod kopułą chyba udało się zrealizować. Reszta wyjdzie w praniu. Tudzież myciu albo zdzieraniu... tapety przyzwyczajeń. :PPPP

Na początek krótko zwięźle i jak zwykle nie na temat.
Oczywiście z powodu lekko szwankującej klawiatury - koty zepsuły, nie ja, proszę nie oskarżać bezpodstawnie. :P

Może wrócę na dłużej. ;)







niedziela, 2 lutego 2014

Wieczór z książką

W czasie studiów dzień kończyłam zazwyczaj podobnie-z książką, w ciepłym wyrku, idealne wyciszenie. Mogłam spać 10-12 godz bez pobudek, wysypiałam się i jakoś miałam więcej energii przez cały dzień.
Kawa? Łeeee kawy nie lubię i pić nie musiałam. :P

Obecnie czytam niewiele książek, kawę musiałam zacząć pić żeby jakoś żyć no i przeprosiłam się z herbatą. ;)

Dzisiaj mam jeden z niewielu wieczorów z książką, z filiżanką herbaty z miodem.
Dostałam zapas literatury od brata, wypada się wziąć za czytanie.

W mieszkaniu prawie cisza...


Mam nadzieję, że to jednak nie będzie żadna ambitna lektura, bo myślenie o tej godzinie to jednak spore wyzwanie dla mojego umysłu.
Starość. :P

czwartek, 30 stycznia 2014

Dlaczego kobieta podczas okresu ma zły humor?

Dlaczego kobieta przed/w trakcie/po okresie jest wybuchowa i szybko sie denerwuje?
Znacie to stereotypowe stwierdzenie, któremu dają wiarę zwłaszcza mężczyźni?

Czasem przyczyna jest trywialna-ból.
Wiadomo, że jak boli to człowiek dobrym humorem nie tryska.
Jak boli bardzo to wręcz nie ma na nic siły...
Jesli umiera się co miesiąc to już znacie część odpowiedzi na zadane pytanie.

Często tłumaczy się to hormonami i tym, że w jakiś magicznie dziwny sposób nagle przewracają babie w głowie. Nagle wszystko jest fe i be, bo hormony szaleją. Z łagodnej anielskiej kobiety zamienia się w demona piekieł.
I to tylko wtedy gdy ma okres, pomijam tu panie upierdliwe stale. :P

Moja teoria w ostatnim czasie jest taka: kobiety są w tym czasie zwyczajnie głodne+reszta objawów. :P

Te, które mając zachcianki nie ulegają im bo są na diecie-oooo to są największe zołzy okresowe. Wszystko je wnerwia, bo jedząc zdrowo i ćwicząc silną wolę, nie dostarczają organizmowi tego, czego potrzebuje do szczęścia, czyli tłustego niezdrowego żarcia, tudzież słodyczy.
Czekolada śni im się po nocach, w brzuchu burczy na samą myśl o frytkach czy pizzy, ciągły głód dominuje w ciele. I w mózgu, wyzwalając niesamowite pokłady zniecierpliwienia, zirytowania, wkur..ienia do oporu.
Wkurzają się, bo nie moga iść do sklepu bez nerwów-z półek straszą batoniki i cukierki, tryliard pierdyliard smaków czekolady czy lodów. W domu facet podgryza przed telewizorem chipsy, zapewne złośliwie! I w ogóle wszystko jest do dupy, a płeć zmienię po okresie!

Kobiety które ulegają tym okresowym zachciankom (i nie muszą wyć z bólu, bo to istotna kwestia), są naprawdę mniej upierdliwe.;)



Teoria ta opiera się na zbyt małej liczbie podejrzanych osób, by była wystarczająco wiarygodna dla otoczenia! Proszę traktować ją z przymrużeniem oka...a najlepiej obu. ;)
Bo przecież nawet nad złością można zapanować, jeśli potrafi sie liczyć do 10...ponoć. :P


wtorek, 28 stycznia 2014

Zima zła

Okażę sie typem monotematycznym i lekko zwariowanym, pisząc już któryś raz o braku śniegu?
Hellloooooł?! Przecież już niedługo nadejdzie luty! LUTY!
Gdzie ta prawdziwa biała zima?
Nasz klimat to zimy zimowe, rośliny ozime i dzieci na sankach. Dorośli w większości w czapkach (jeśli maja rozum), w rękawiczkach (jeśli są kobietami i dbają o skórę na dłoniach), babcie w futrach (jeśli je na nie stać).
Obecnie zauważam wyłącznie dzieci w czapkach, czasem dorosłych w szalikach a rękawiczki rzadko kto zakłada. Nie ma zimy :(
Jest tylko mróz w nocy, w dzień dochodzący również do znacznych temperatur ale co komu po temperaturach, skoro siedzi zamknięty w ciepłych czterech (bądź więcej) ścianach? Po śniegu pozostał puch marny, ukryty w zakątkach i bramach.

Tak sentymentalnie przypominam sobie własne dzieciństwo, kiedy śnieg potrafił spaść akurat w moje urodziny w listopadzie, przekonywałam wtedy mamę, że pogoda mi prezent chciała zrobić. Święta były białe a nie deszczowe i ponure, można było codziennie lepić igloo czy bałwana.

Wiem, że pewnie wiekszość z nas się cieszy, że nie ma sniegu czy wielkiego mrozu.
Dla mnie to ironia losu-od małego dziecka pragnęłam odwiedzić Norwegię, krainę fiordów i zimy zimą. Niedługo na północ będą organizowane specjalne wycieczki, bo w Polsce w kurortach narciarskich dowalą takie ceny, że nawet Norwegia okaże się tańsza.

Słowa: sorry, taki mamy klimat! wydają się śmiesznym przekłamaniem mojej rzeczywistości.

sobota, 25 stycznia 2014

Zima!

Mając w poważaniu niskie temperatury w moim mieście wyjechałam do rodziców na kilka godzin i na noc.
No i poczułam, co znaczy zima. ;)
Najpierw jadąc nie czułam nic, oprócz postępującego zimna i białości na polach, a następnie podczas zjazdu z drogi głównej  zonk-białość! Droga ośnieżona i nie odśnieżona! No ale wieczór, wiadomo-drogowcy piją wódkę  nie odśnieżają zasypanych.

Rano o 9.00 było -15 stopni. Było super, bo zimno i snieżno. No ale też auto zamarzło.
W wyobrażeniach miałam już dostanie się do wnętrza przez bagażnik (jako pierwszy zamek odmroził sie właśnie tam), na szczęście udało sie tego uniknąć.
Drogi białe, oblodzone, tylko te najgłówniejsze z głównych były czarne i posypane solą.

Zima zimowa. :)

Szkoda tylko, że u nas śniegu brak. :(
Mogłoby napadać, natura nie lubi próżni i roślinki wolałyby jednak śnieg przy takich temperaturach (że niby martwię się przyrodą, a nie tak egoistycznie czekam na ten śnieg ;) ).

Równowaga!!!




środa, 22 stycznia 2014

Cha!

Jak obiecywałam wczoraj, tak zrobiłam-zatańczyłam ku chwale mrozu i zimy i oto voila!
Dzisiaj rano -6 stopni, do tego lekki biały puch. ;)
Niezbyt go dużo ale mimo wszystko ucieszył!

Pewnie niektórych znowu zima zaskoczyła, a właściwie śnieg-bo śnieg zimą to naprawdę okoliczność zadziwiająca. ;)
Liczę na to, że jutro znowu trochę posypie, temperatura się utrzyma i w końcu będzie można orzec, że nadeszła biała zima!

A i ludzie może zmądrzeją jak im mózgi przemarzną?

wtorek, 21 stycznia 2014

Chlapu chlap

Tup tup chlapu chlap-tak się kończą dzisiejsze spacery!
Jak już człowiek mimo pogody ruszy tyłek to przy pierwszym spotkaniu z ulicą zostaje ochlapany od stóp po pas. Albo po głowę, jeśli kałuża była wyjątkowo sporych rozmiarów.
I to bynajmniej nie przez chlapę śniegową, co mogłaby sugerować pora roku oraz data.
Od kilku dni właściwie pada i pada, chlapie, siąpi, mży, wilgoć wdziera się pod kurtkę czy wlewa do butów.
Kierowcom chyba na mózg padło bo mają totalnie gdzieś pieszych-co tam, taki burak ma cieplutko w dupkę i suchy dach nad głowę, niech sobie pieszy moknie i marznie. A jeszcze mu dowalic i ochlapac na dokładkę, to już czysta kulturka polskich kierowców!

W ramach dotlenienia stałam dzisiaj na balkonie i zauważyłam, że za każdym razem, gdy zapalało się zielone światło dla kierowców, jakiś jeden musiał wślizgiem wjechać w kałużę chlapiąc na pieszych stojących przed przejściem. Sporo tych osób dzisiaj musiało zostać ubłoconych.

Mnie na szczęście to ominęło, dzisiaj woziłam się te kilka km autem.
Kulturalnie w deszczu zatrzymywałam się, gdy ktoś chciał przejść. I tylko 2 razy zostałam strąbiona, raz jak przechodził ojciec z małą córka i raz, jak przepuściłam grupę studentów. Tragedia, tyle sekund spóźnienia mimo tego, że kilka metrów dalej i tak trzeba było sie zatrzymywać, bo takie korki były...

Chyba mieszkam w mieście matołów. :P

Czekam na mróz, śnieg, na zimę. Lubię zimę. Deszcz i wiatr az tak mi nie przeszkadza, tyle, że wiosną czy latem, a nie zimą.
Dzisiaj odprawię taniec zimowy, byle nie za gorący bo jeszcze lato wróci. ;)

niedziela, 19 stycznia 2014

Samotna niedziela

I znowu miałam długą przerwę w pisaniu.

Chciałam dzisiaj nadrobić ale nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.
Jestem niewyspana, jeszcze odrobine zniecierpliwiona i zirytowana... z tym, że poprawia mi się zdecydowanie!
Mały dzień wolności i róbta co chceta!

Niech żyje niedziela w samotności ;)

czwartek, 9 stycznia 2014

A tam-to tylko lakier!

Czy można sobie samemu-w dobrej wierze oczywiście-namalować gówno na palcu?

Otóż dzisiaj przekonałam się, że i owszem.

Kiedyś dawno, dawno daawno temu bawiłam się w malowanie paznokci. Nawet jakieś wzorki udawało mi się stworzyć, cha. :) Mam ładne-krzywe paluchy ze zgrabnymi paznokciami (o ile nie są połamane i mają czas podrosnąć :P)
Jakoś teraz tylko czasami chlapnę po nich przezroczystym lakierem (coby nie było widać odprysków w razie czego), rzadko sięgnę po coś kolorowego (a zazwyczaj jak sięgnę to po to, żeby ukryć zabarwione na niebiesko pazury).

No i chyba nie nadążam za modą pazurową. Owszem, widziałam, że można malować np. każdy paznokieć innym kolorem, czy co drugi.
Ale dzisiaj w sklepie spotkałam panią, która miała pazury w kolorze cappuccino a oba wskazujące-w kolorze jakby kawy.
Stałam, pośmiałam się w duchu i na gębie też, bo z daleka byłam przekonana, że tym paluchem to chyba mieszała w kiblu i zapomniała wytrzeć. Albo wycierała tyłek psa, który się sfajdał na chodniku.
Skojarzeń masa, im dłużej myślałam nad nimi to tym bardziej się śmiałam. W głos. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariata. No trudno, po pewnym czasie już się nie da tego ukryć.

Nie wiem, co chciała osiągnąć ta kobieta, bo na pewno nie to, co jej wyszło.
Gówno na paznokciach-może to ostatni krzyk mody? :P

Pewnie wcześniej nie zauważyłabym nawet koloru lakieru u innych, ale że próbuje sie uczyć od lepszych ode mnie to zerkam, co kto nosi i jak. A śmiech to zdrowie. :P

niedziela, 5 stycznia 2014

Kierunek: szczęście!

To niesamowite, ile w internecie krąży cytatów na temat szczęścia!
Szczęście obecne, przyszłe, minione, szczęście w miłości i na zakupach, z bujającą torebką z nowej kolekcji Chanel lub megafurą blachy w najnowszym modelu BMW.
Albo w pełnej rodzinie, z dziećmi i księciem z bajki u boku.
Z ukochaną osobą na wczasach w Ameryce Południowej. Albo na Mazurach.
Szczęście z kimś lub bez kogoś.

W ostatnim czasie myślenie o szczęściu zajmuje mi sporo czasu.
Wiem jednocześnie, że od myślenia nic się samo nie zrobi-gadanie, analizowanie, marzenia-nic nie dają. Potrzebna jest też siła do działania. Czyny zamiast słów.

Ponieważ nastał kolejny rok, wiele osób wymyśla, określa i spisuje noworoczne postanowienia.
Pewnie połowa rezygnuje z nich jeszcze w styczniu. Co powoduje kolejne frustracje i złość na los.
Do tej pory nie robiłam zbyt wiele postanowień noworocznych, ale wystarczająco wiele razy "coś" postanawiałam-nawet na tym blogu. ;)

I doszłam do wniosku, że spisanie planów i celów bardzo pomaga mi w ich osiągnięciu.
Część udało mi się zrealizować a części nie-jak to w życiu bywa.

A więc do końca stycznia może uda mi się spisać cele na kilka najbliższych lat. Powieszę wielką kartkę w sypialni i będę codziennie czytać. Nic na szybko, bo jednak te powolne zmiany nadchodzące małymi krokami w moim przypadku zdają egzamin.

Bardzo, bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu były na tyle zdrowe, żeby mieć siły na osiągnięcie wszystkiego, czego tylko chcemy.
To fajne marzenia, bo akurat obie z córą znowu chorujemy-niech to zyczenie sie spełni, a o resztą zadbam z większą energią. :)

źródło: demotywatory.pl

sobota, 4 stycznia 2014

Moje kochane miasto

   Od rana słucham muzyki przy otwartym oknie i dźwiękach miasta. Pędzące, trąbiące samochody, warczące autobusy i samochody dostawcze, czasem karetka-te dźwięki dzisiaj wprawiają mnie w nostalgiczny nastrój.
   Moje dzieciństwo to przede wszystkim malutka wieś-pełna prawdziwego słońca, prawdziwego śniegu i prawdziwego wiosennego deszczu, który pozwalał na skakanie bosymi stopami po wielkich kałużach.
Śpiew ptaków który budził przez otwarte okno i szum lasu, gdy zimą wiał porywisty wiatr. Pamiętam też, jak pięknie śnieg skrzył się w świetle latarni. W lesie zbierałam fiołki z mamą, a z tatą podjadaliśmy tarninę.
Teraz moje życie to centrum miasta, jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w okolicy. I pasuje mi to. Wszędzie mam blisko. Do hałasu przyzwyczaiłam się po dłuższym czasie, bo do tej pory zasypiałam w cichym otoczeniu. Do jasności w nocy nie przyzwyczaiłam sie do tej pory. ;)
  
   W związku z czym zakańczam optymistycznie-w nocy spadła mi roleta z okna i nie wyspałam się, bo światła latarni waliły po oczach jak cholera!!!
Ludzie, oszczędzajcie elektryczność!
Wyłączcie latarnie w nocy, niech świecą w dzień :P

piątek, 3 stycznia 2014

Wiedźma sprząta pajęczyny z wiedźmowych szat :)

Wiedźma sprząta. :)
Naprawdę, z ręką na sercu i palcem w...  :P

Ciężko mi się do tego zabrać-jakos tak nie lubię powtarzalnych czynności, nic niewnoszących do zycia. Oprócz ładu i składu. Porządku!
Od zawsze byłam bałaganiarą, wysprzątane codziennie muszę mieć tylko 2,5 pomieszczenia: łazienkę, kuchnię oraz pokój córy. Ta połówka to własnie jej pokój, bo ciężko nazwac to cała izbą, skoro jedynymi sprzętami/meblami są: łózko, 2 czerwone pudła na zabawki, 2 w innych kolorach i nocnik. Aaa i od dzisiaj również szafka. :P

Porwałam sie zatem z motyką na Księżyc/Słońce...może bardziej na Marsa? Wywaliłam wszystkie ciuchy z szaf i układam, przymierzam, segreguję, prasuję. Końca nie widać, w dodatku zrobił sie dodatkowy syf. Co dodatkowo mnie wkurza. I dodatkowo demotywuje.
Ileż można miec ciuchów na zapas? Aż schudnę czy przytyję? Bo ładne? A guzik, większość nawet fajnie nie wygląda, jest czysta i tyle. Odpowiadam: tych zapasowych można mieć nawet 4 wory. :P
To zabawne, że akurat ja zaczęłam zwracać uwage na ubrania, bo wcześniej ubierałam się jak kocmołuch i miałam gdzieś, czy płaszcz pasuje do adidasów...

Jak widać część moich postanowień odnośnie zmian udało sie osiągnąć. :)
Jeszcze tylko musze zostać perfekcyjną panią domu, wywalić niepożyteczne rzeczy i sprzątać..bardziej regularnie w pewnych miejscach. A nie raz na rok. :P

W nagrodę na śniadanie i obiad zrobiłam sobie megakanapkę: taki "mój" hamburger, wystarczył na dwa posiłki :P
Kulinarnie ok bo na chorobę gotuje się rosołek, na kolacje będzie czosnkowa sałatka z grzankami. :)
Pysznie, więc i energii do działania troszke więcej :)